|
poniedziałek, 28 listopada 2011
Mam wrażenie, że Obce Miasto mnie rozpieszcza. Ten listopad jest niesamowity. Taki słoneczkowy. I okazuje się, że niepotrzebnie się martwiłam wizją chodzenia pod parasolem (nie umiem i nie lubię), pomiędzy szarymi, groźnymi kamienicami (osłońcone są całkiem całkiem) i tysiącem innych okoliczności listopadowych. A tu nawet całkiem dogodna linia tramwajowa została puszczona, bym mogła spokojnie na uczelnię dotrzeć (przez pierwszy miesiąc ganiałam z buta).
wtorek, 23 sierpnia 2011
Wychodząc z domu starannie umalowałam oczy i obrysowałam czarną kredką. Nie mogę przecież płakać żeby nie rozmazać tego. Jednak to chyba nie jest najskuteczniejszy sposób na łzy. Bo nie powstrzymał ich do końca. Dlaczego rocznice urodzin Wyśnionego muszą być takie podwójnie przykre? Siedząc kilka godzin na przystanku w miejscowości Wyśnionego rysowałam w Masce Arlekina smutne pajacyki. Czasem czytając niektóre fragmenty. I zdałam sobie sprawę, że jestem podwójnie wściekła na Starszego Brata. Bo to on nie odezwał się słowem, a ja uznałam, że jest niezręcznie i szybko zmieniłam temat. A Wyśniony miał o to później pretensje. Ostatnie pretensje. Gdyby wtedy odezwał się, być może... Nad grobem chciałam Mu powiedzieć, że już niedługo pójdę za Nim. Jednak po tych dwóch latach chyba już by mnie nie chciał...
niedziela, 21 sierpnia 2011
I znów wszystko od początku. Zawiodłam się bardzo. Już było tak dobrze... jak było dobrze. A jak się zaczęły problemy i potrzebuję wsparcia to cisza. Uniki i przemilczenia.
czwartek, 04 sierpnia 2011
Kiedyś, ktoś powiedział, że nie potrafiłby pokochać dziecka, które nie byłoby jego biologicznym.
sobota, 30 lipca 2011
Zostałam studentką Uniwersyetu w Obcym Mieście. Dzisiaj piliśmy szampana. Wzniosłam toast za egzaminy wstępne na Uniwersytet w Wymarzonym Mieście. Bo tutaj to mnie kompletnie nie cieszy przejście przez rozmowę kwalifikacyjną i wyjście z niej bez cienia wątpliwości, że już mam jedno z siedemdziesięciu miejsc.
wtorek, 12 lipca 2011
Znów cały dzień żyję życiem Matyldy. Tak uwielbiam tą książkę, że nic nie jest w stanie mnie oderwać od literek. Tylko dlaczego przywołuje tyle wspomnień?
poniedziałek, 11 lipca 2011
Deszczowa pogoda, taka, jaką lubię najbardziej, gdy nie muszę wychodzić z domu wpędziła mnie dzisiaj w myślenie. Zalewając herbatę przypomniało mi się, że ten kubek był Wyśnionego. Na początku uśmiechnęłam się do wspomnień, jak bardzo bronił się przed piciem z różowego, aż kiedy znów spotkałam kubki na kila, kupiłam ostatni do kolekcji - zielony. A jak widzę, że mój brat stawia je na stoliku, kiedy przychodzi jego dziewczyna to mam ochotę im je zabrać. Bo są moje. Ostatnio ledwo się powstrzymałam przed nakrzyczeniem na kuzynka, który nieświadomie wziął różowy kubek z suszarki. Bo jeszcze stłucze, a ten kubek przecież jest mój! Teraz zastanawiam się nad tęsknotą. Czy tęsknię za Wyśnionym? Na pewno nie codziennie, nie do łez i nie do braku tchu, tak jak kiedyś. Ale nie jestem też obojętna na to podstępne uczucie nachodzące mnie w parze ze strachem przed samotnością. I nie jest to tęsknota za sytuacją. To tęsknota za Nim, za jego punktualnością, romantyzem, opowieściami o uczuciach i odczuciach. Delikatna i nostalgiczna tęsknota za kimś, kto dzisiaj przeszedł za fałdkę powietrza i stoi w jednej linii z marzeniami.
czwartek, 07 lipca 2011
Dzisiaj wreszcie zrobiłam i doniosłam zdjęcia do dyplomu. Wyszłam tak zajebiście, że jeszcze bardziej mi szkoda, że obok takiego fajnego zdjęcia będzie tylko 4plus... ; )
czwartek, 30 czerwca 2011
Mieliście kiedyś, że w życiu zdarzyła się wam scena z filmu? Na przykład zerkasz na kaskadera motocyklowego, wprost w miejsce, gdzie powinna być przyciemniana szybka i przez ułamek sekundy patrzycie sobie prosto w oczy?
A z wieści z frontu oświatowo-naukowego mogę napisać, że nie popisałam się na tej całej obronie. Zaledwie 4,5 na dyplomie. I pocieszanie recenzenta, że najlepiej poradziłam sobie z jego wrednym pytaniem.
niedziela, 26 czerwca 2011
Jeszcze wczoraj tragedia - biała bluzka rozłazi się na cyckach, a szalenie kobiecy żakiecik nie dopina się. W czym ja pójdę na egzamin? Czy to też będzie elegancko jak zepnę bluzkę agrafką?
sobota, 25 czerwca 2011
Gdyby to mnie coś takiego spotkało to chyba nie byłabym ucieszona. Wkurzyłoby mnie, że to takie niepodpisane. Od razu bym zaczęła podejrzewać kogoś, kto mnie jakiś czas temu okłamał, że znów zaczyna jakieś gierki. Albo wystraszyła, że znów ktoś nowy chce się pobawić moim kosztem. Pewnie przyjęłabym i zaczęła przeszukiwać czy nie ma jakiejś drugiej karteczki, czegoś co mogłoby naprowadzić mnie na trop. I na pewno nie wzięłabym ich do domu. Żeby nie dać temu komuś satysfakcji, gdyby miał patrzeć z daleka. Zdjęcie mojego życia okazało się klapą. Ponieważ ma czerwone niebo w oddali i niebieskawą trawę na pierwszym planie. Żeby uzyskać zaliczenie musiałam siedzieć w programie graficznym i to wszystko odwrócić. Trawa została wiosennie zieloniutka, a niebo czerwone, ponieważ nocny granat wymagał za dużo klikania ; ) Wie może ktoś co począć, jak się biała bluzka nie dopina na cyckach a nie ma czasu żeby kupić nową?
środa, 15 czerwca 2011
Zakochałam się. Muszę je mieć. Muszę. Wiem, wyrzucanie pieniędzy na piękną rzecz, którą ostatecznie postawię na parapecie i będę wzdychać "och, żeby nie te bolące kolana, to ja bym w nich chodziła..." Wiem, ich cena to około 7 razy tyle, co wydaję przeciętnie na buty. A na moje ulubione letnie to nawet 18,5 raza (cholera!). Ale miłość nie rozumie racji rozumku...
niedziela, 12 czerwca 2011
|
Archiwum
Zakładki:
Bywam
Uprzednie rozdziały z życia kretynki
Odpoczną listy stale przerzucane fotografie brane do rąk jak kochane ciało telefon odszczeknie - alem się namęczył spokój po sercu które bić przestało Ks. Jan Twardowski Gdy się miało szczęście, które się nie trafia: czyjeś ciało i ziemię całą, a zostanie tylko fotografia, to - to jest bardzo mało... ... M.Pawlikowska-Jasnorzewska |